ROZDZIAŁ 2
Lwiątko usiadło na ziemi i kichnęło. Zafascynowana przyglądałam mu się, a ono mnie. Babcia zauważyła mój wzrok i skinęła na mężczyznę, który przyprowadził młode do nas.
- To Sonitus. Przybył do nas z prywatnej hodowli po śmierci matki. Mieliśmy nadzieję, że lwice się nim zaopiekują, ale nie zwracają na niego uwagi. Jak sami zauważyliście, jest albinosem.- Opiekunka przedstawiła nam pokrótce jego historię.
- Mogłabym go wziąć?
- Jeśli panienka chce. Trzeba go jeszcze trochę podszkolić, myślę, że za tydzień można go będzie odebrać. Sustinere nauczy go kilku rzeczy i sprawdzi, co już umie.- Triorchin wydawała się zadowolona, że pozbyła się problemu.
- Nie muszę go niczego uczyć, proszę pani. On wszystko już umie.- Mężczyzna odezwał się głębokim głosem.
- W takim razie myślę, że możesz zabrać go już teraz.- Babcia odezwała się po raz pierwszy, odkąd przyszłyśmy do stajni.
Sustinere podał mi sznur, a mały podszedł do mnie nieufnie. Pochyliłam się, odwiązałam go, po czym wzięłam na ręce. Obwąchał moje włosy i uspokojony przytulił się do mojej szyi. Był cięższy, niż można by przypuszczać.Babcia wyszła ze stajni, a ja za nią, z Sonitusem śpiącym na moich rękach.
Tym razem droga do domu trwała trochę dłużej, bo nie mogłam iść zbyt szybko, aby nie obudzić podopiecznego. Przed moim pokojem stał Tonitrui z kocem, dwoma miskami, kuwetą i starymi gazetami. Gdy weszliśmy do pokoju, lwiątko się obudziło.
-Mam nadzieję, że nie będzie latał po całej posiadłości i brudził podłogę.
-Nie martw się. Będę go pilnowała.
-Oby. Tylko ty sprzątasz, to twoje zwierzę.
Pokiwałam głową i postawiłam Sonitusa na podłodze, by zaznajomił się ze swoim otoczeniem. Natychmiast podbiegł do mojego łóżka i zaczął piszczeć, bo nie mógł się na nie wdrapać. Podniosłam go do góry i posadziłam na łóżku. Chwilę się rozglądał, po czym dopadł moją poduszkę i zaczął ją tarmosić. Tonitrui uśmiechnął się złośliwie i wyszedł, a ja wzięłam lwa na ręce i powędrowałam do jadalni.
Po śniadaniu ( Ja jadłam naleśniki z dżemem śliwkowym, a Sonitus dostał specjalną karmę) postanowiłam wyjść z nim na spacer, aby się poznać. Gdy postawiłam go na trawie w ogrodzie, od razu pobiegł na zwiady. Usiadłam na ziemi i wystawiłam twarz do słońca. Wtem poczułam się dziwnie lekka, a moje myśli poszybowały daleko.
Co za zapachy! Ile nowych dźwięków. Tu jest dobrze. Mam pełny brzuszek, czuję się bezpiecznie. Moja nowa pani tu jest, mogę robić co chcę, nikt mnie nie skarci. Tu jest ciepło i jasno. Jaki ładny ptak. Odleciał, nie mogę go złapać. Co to za dźwięk? Gdzie moja pani? Zgubiłem ją, muszę wrócić. Jest! Siedzi na trawie, dziwnie się kołysze. Czy coś się jej stało? Muszę ją obudzić.
Wróciłam do rzeczywistości, gdy szorstki języczek polizał mnie po ręce. Sonitus siedział przede mną i obserwował mnie z miną, którą można by uznać za zaniepokojoną, gdyby był człowiekiem. Popiskiwał cicho ze strachu. Pogłaskałam go po łbie, a on, uspokojony, wdrapał się na moje kolana.
Gdy w końcu wróciliśmy do domu, była już trzynasta. Tym razem nie wzięłam go na ręce, tylko dreptał koło mnie. Babcia stała pod moim pokojem.
-Kochanie, musimy porozmawiać.- Zaczęła, gdy weszłyśmy do środka.- Wyjeżdżam na pół roku do Incipiens. W tym czasie Tonitrui zabierze Cię do posiadłości twojej ciotki, która jest człowiekiem. To siostra twojego ojca.
-Sonitus może jechać ze mną, prawda?
-Możesz go wziąć ze sobą, Ranam lubi zwierzęta, ale na litość boską, Leano, nie wspominaj jej o twoich rodzicach. Bardzo przeżywała ich śmierć. Teraz muszę już iść.- Aquilla przytuliła mnie i wyszła z pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz