Prolog
Szczątki wioski tliły się jeszcze, gdy postać wchodziła do lasu. Mała dziewczynka trzymała się kurczowo jej ręki, jakby bała się, że ta zniknie.Idąc po leśnym podszyciu, cały czas się potykała. W końcu cień
zlitował się nad nią i wziął ją na ręce. Ukołysana jego miarowym
krokiem, zasnęła. Postać zatrzymała się nagle i wyszeptała przeklęte
imię. Niemal natychmiast zjawiła się zgarbiona staruszka o twarzy
pooranej zmarszczkami.
- Pojawiłeś się, sługo. Sądziłam, że zrezygnowałeś z nagrody.
- Nie mógłbym tego zrobić. Dobijmy targu. Ty masz następczynię, a ja święty spokój. W końcu mój ród jest wolny.
- Mylisz się. Musisz się nią zaopiekować, będzie cię potrzebować gdy ja odejdę.
- Nie mógłbym tego zrobić. Dobijmy targu. Ty masz następczynię, a ja święty spokój. W końcu mój ród jest wolny.
- Mylisz się. Musisz się nią zaopiekować, będzie cię potrzebować gdy ja odejdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz